Od dawna nie mamy zbyt wielu polskich produkcji dobrych jakościowo i dostępnych dla masowego odbiorcy. Ostatnio odradza się jednak kino popularne – profesjonalnie skonstruowana i wykonana opowieść o ważnych sprawach, które poruszają sumienie. Historyjki o księciu na białym koniu i wielkiej, romantycznej miłości trzeba na razie odsunąć na bok. Furorę robią filmy zgłębiające problem rodzinnych relacji między mężczyznami. Choć powszechnie wiadomo, że kobiet zrozumieć do końca się nie da, zrozumienie facetów też nie jest takie proste.
Kino (nie) tylko dla mężczyzn
„Mój rower” (2012, reż. Piotr Trzaskalski) to dramaturgiczny koktajl i jednocześnie rozrywka na dobrym poziomie. Bohaterami filmu są Włodek, Paweł i Maciek – dziadek, ojciec i syn. Paweł jest znanym pianistą, Maciek studiuje w Londynie i mieszka z matką, a Włodek ląduje w szpitalu po odejściu żony, na której poszukiwanie ostatecznie wyruszają wszyscy trzej. Zamknięci w jednym samochodzie, domku letniskowym, uwięzieni na jednej łódce, panowie zaczynają ze sobą rozmawiać. Łatwo przeczuć – konflikt murowany! Każdy zarzuca coś drugiemu, uderza w jego czułe punkty i rozdrapuje bolesne wspomnienia z przeszłości. Symbolem zadawanych sobie nawzajem ran jest tytułowy rower, który Paweł dostał w dzieciństwie od swojego ojca. Dlaczego nigdy z niego nie spadł i jednocześnie pierwszy upadek boli do dzisiaj?
Tomek, główna postać „Lęku wysokości” (2011, reż. Bartosz Konopka), jest reporterem telewizyjnym, mężem pięknej kobiety i właścicielem mieszkania, w którym nie ma czasu zawiesić półek. W jego życie wkracza nieoczekiwanie ojciec, uważany przez otoczenie za groźnego wariata wyrzucającego z okna telewizor i sikającego na sąsiadów, a w rzeczywistości zagubiony między agresją a apatią, resztkami uczuć do syna a nienawiścią do świata. Co powinien zrobić Tomek? Umieścić ojca w szpitalu psychiatrycznym i mieć tzw. święty spokój? Zaangażować się w relację z chorym ojcem i zniszczyć swoje poukładane życie rodzinne i zawodowe? Poprzez spotkania, pełne symbolicznych gestów i niedopowiedzeń, obaj panowie coraz bardziej się do siebie zbliżają. Tytułowy lęk wysokości ostatecznie pokonują podczas wspólnej wędrówki górskiej. Pozostaje pytanie, czyj był ten lęk – ojca czy syna?
Inaczej kończy się film „Pręgi” (2004, reż. Magdalena Piekorz) – historia Wojtka, dorosłego mężczyzny, który w dzieciństwie był bity i poniżany przez ojca. Przejmując po nim despotyzm i gruboskórność, po latach odsłuchuje taśmy, na których nagrał swoje wspomnienia. Wspomnienia powróciły – tyle, że jest za późno, aby cokolwiek naprawić w tej relacji.
Ani skała, ani śmietnik
We wszystkich tych filmach dostrzegam wspólne wątki, które są ważne dla każdego mężczyzny. Po pierwsze, trzeba się odważnie przyznać: mężczyźni też coś czują. Nie jesteśmy twardą skałą, w którą trzeba kopnąć, żeby coś poczuła. I nie mówię o jakiejś ckliwości, formie histerii albo melancholii. Mam na myśli uczucia, które posiada każdy człowiek. Dobrze jest być ich świadomym. A my bardzo boimy się zadawać sobie pytanie o motywacje i intencje podejmowanych działań. Dajesz z siebie wszystko, zaciskasz zęby i pięści, aby przeżyć świat w jego najtwardszym i najgorszym wydaniu, ale tak naprawdę udajesz, dając z siebie tylko to, co powierzchowne i bezwartościowe. Nie jesteś do końca szczęśliwy. Męska dusza musi zostać najpierw poznana przeze mnie samego, aby mogła być odkrywana przez innych.
Utarło się, że mężczyźni są świetni w załatwianiu strategicznych konkretów i prowadzeniu technicznych rozmów – i to jest prawda. Ale mężczyźni potrzebują także rozmawiać i pielęgnować relacje. Zastanawiające, jak wielka musi być odwaga faceta decydującego się na szlachetną szczerość w relacjach. Czas jest najcenniejszym darem, jaki możemy dać drugiemu. Nie zawsze jest łatwo i przyjemnie. Dodatkowo bolesne jest zmierzenie się z traumatycznymi wspomnieniami z przeszłości. Czy warto inwestować w naprawienie przeszłości, by z pokojem wkroczyć w przyszłość? Wielu mężczyzn uważa, że nie. Traktują zranienia z przeszłości, jako pewien ubytek, lukę komunikacyjną, obok której można przejść w milczeniu i iść dalej w życie. A nierozwiązane problemy to śmietnik zamiatany pod dywan. Nawet nie ma sensu udawać, że wszystko jest w porządku. Albo zrzucać winę tylko na innych. Dojrzałość – także w tym wypadku – polega na dostrzeżeniu, że odpowiedzialność za moje życie spada na mnie samego.
Cwaniak czy frajer?
Mężczyzna powinien być silny i pewny siebie, bo to daje poczucie stabilizacji, potrzebnej w podejmowaniu odpowiedzialności za siebie i innych. Bóg nikogo z nas nie stworzył jako tchórza! Dał nam ducha walki i odwagi (nazywamy to cnotą męstwa). Ale z drugiej strony, dopóki nie przeżyjemy załamania, będziemy polegać tylko na sobie. Bycie mocnym nie wyklucza bycia słabym. Tam, gdzie jest rana mężczyzny, tam jego geniusz. Rana jest zadana w miejscu twojej siły, twojego ja. Jeśli myślisz, że jesteś kimś i wszystko umiesz – po co ci Bóg? Nie ufam cwaniakom, którym wydaje się, że są niesamowici. Wolę faceta, który zmagał się ze swoimi zranieniami i jest przekonany, że wszystko może nie dzięki sobie, lecz w Tym, który go umacnia.
ks. Kamil Falkowski