Błaszczyk: Rodzina to mój najlepszy suport (1/2)

To był rok Łukasza Błaszczyka w futsalu. Doświadczony bramkarz Red Dragons Pniewy, zdobył z klubem spod Poznania sensacyjnie Puchar Polski, a z kadrą po zwycięstwie 8 do 5 nad Czechami w Opolu kwalifikację na futsalowej Euro2022. Łukasz jest jednak nie tylko bramkarzem, ale i trenerem bramkarzy w futsalowej kadrze kobiet i kadrze chłopaków do lat 19. Jest też… nauczycielem wychowania fizycznego i tatą dwóch córek. W drugiej części naszej rozmowy będzie o domowych torach przeszkód, żonie, która jest jego największym wsparciem, tęsknocie za córeczkami, gdy wyjeżdża na zgrupowania, no i książkach, które pochłania.

Rozmawia: Michał Bondyra

Jako tata bardziej pozwalasz sobie na pełne szaleństwo wobec córek, czy jednak starasz się je trzymać w wychowawczych ryzach?

– Nasz dom wygląda zupełnie inaczej po tym, jak nasze dzieci spędzają czas ze mną, a jak z moją żoną. Po czasie spędzonym ze mną jest, jakby to ładnie ująć… wielki rozgardiasz. Uwielbiam robić im wszelkiego rodzaju tory przeszkód w mieszkaniu. W tym roku było ich bardzo wiele, bo parę razy siedzieliśmy w domu zamknięci z powodu kwarantanny. Z doświadczenia wiem, że w takich momentach wychodzą niesamowite pomysły. W pewnym momencie nawet nagrywałem pokonywanie przeszkód przez starszą córkę i puszczałem te filmiki po rodzinie. Zdarzyło się, że wrzuciłem je na media społecznościowe. Oczywiście nie pokazując twarzy córki, a tylko rzeczy które wyrabia. Chciałem pokazać jak można fantastycznie spędzić wspólnie czas z dziećmi w domu.

Opowiadasz o tym z taką pasję, że musiało być grubo…

– Tor przeszkód był we wszystkich pokojach, w każdym trzeba było się albo przeczołgać, przeturlać albo coś przerzucić. Do tych wygłupów zainspirowałem się podobnymi wyczynami z córkami czy synami innych tatusiów w sieci. Może więc szalony nie jestem, ale jestem tatą, który aktywnie lubi spędzać czas, a wszelkie zabawy mimo dużej różnicy wagi między mną a córkami są u nas bardzo popularne.

Z domowego toru wróćmy na moment na futsalowej parkiety. Ten sezon miałeś zwariowany. Wśród bramkarzy podobno rozegrałeś najwięcej spotkań: w lidze, w Pucharze Polski gdzie doszedłeś do zwycięskiego finału z Red Dragons Pniewy oraz w reprezentacji. Ile dni byłeś poza domem, na treningach, meczach?

– Przez pierwsze pięć miesięcy tego roku na zgrupowaniach byłem miesiąc. Zaraz jadę na kolejne – tygodniowe. Do tego trzeba dołożyć cztery jednostki treningowe w tygodniu, a jak jest mecz wyjazdowy, to zwykle wyjeżdżam z domu na noc, bo przeważnie gramy na drugim końcu Polski.

Jest tego trochę.

– Tak. Te moje wyjazdy to przede wszystkim wielkie wyzwanie organizacyjne. Tu wielki ukłon dla mojej żony, na której barki spada dom. Dzieje się tak od wielu, wielu lat, właściwie tak naprawdę odkąd się znamy.

Koniec sezonu nie oznacza dla ciebie wcale końca wyjazdów.

– Jak się kończy futsal to zaczyna się triathlon – moja druga sportowa miłość. W kalendarzu są wtedy zarezerwowane weekendy na zawody, w których startuję aż do sierpnia. Wtedy jednak na zawody jeżdżę wspólnie z całą rodziną. Wtedy zawsze mam ich wsparcie. Bo rodzina to najlepszy suport. Ale więcej mogłaby o tym opowiedzieć tobie moja żona, jakie to wyzwanie przygotować całą rodzinę, kiedyś z jednym, dziś z dwójką dzieci. Do tego trzeba mężowi podać wodę, zabrać żel, przypilnować ubrań i pamiętać, żeby jeszcze ze sobą coś tam zabrał. Chwała wszystkim tym żonom. Tak a propos: fajny dowcip o triathlonie słyszałem, opowiedzieć?

Jasne.

– Jak triathlonistę żona wciąż kocha, to znaczy, że on jeszcze za mało trenuje.

Ciebie wciąż kocha… No dobrze, żarty na bok. W takich momentach też się docenia wartość rodziny, tego że jest żona, że są dzieci.

– Bardzo! Zawsze mówię, że jestem wielkim fanem mojej żony, bo jest niesamowitą osobą. Ona przez swoje nastawienie do mnie nakręca to wszystko, co robię. Zawsze mówię, że „dobra żona hasztag”, to jest najlepsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała. Mówi się, że jeśli w domu masz spokój, to w sporcie też dobrze idzie. I to jest prawda. Jeśli masz poukładane dobrze sprawy rodzinne, to te kolejne łatwiej jest rozwiązać. Wiesz, bo bardzo ważne jest, żeby wszystko co się robi zaczynać od rodziny. Moja żona jest też bardzo aktywna. Też biega. Przebiegła paręnaście maratonów i półmaratonów! Zawsze mnie dopinguje. Ostatnio namawiam ją na triathlon, może się w końcu zdecyduje?

Może jak córki będą większe, to wezmą udział w rodzinnej sztafecie triathlonowej?

– Tu cię zaskoczę. Jedną sztafetę rodzinną już wygraliśmy!

?

– W Pniewach były zawody na dystansie olimpijskim, a do tego była możliwość udziału w sztafecie. Kiedyś wystartowaliśmy z moją małżonką i moim tatą. Żona biegła, tata pływał, a ja jechałem rowerem. I zajęliśmy pierwsze miejsce! Taki malutki sukcesik, ale przeżywaliśmy go wspólnie niesamowicie!

Rodzina to dla ciebie fundament, spędzasz z nią każdą wolną chwilę. W domu cię jednak często nie ma. Jak sobie radzisz z tęsknotą za twoimi trzema kobietami?

– Z pomocą przychodzą nam współczesne technologie. Połączenia wideo są tak powszechne, że nawet dzieci się do tego przyzwyczaiły. One już wiedzą, że można rozmawiać przez portal społecznościowy lub aplikację, która pozwala na zobaczenie i usłyszenie taty. Pod tym względem jest łatwiej. Poza tym n zgrupowaniu kadry mam bardzo dużo pracy i nawet staram się nie myśleć o tym, że tam w domu została moja rodzina. Najbardziej tęskno mi pod wieczór, kiedy po całym dniu zaczynam rozmawiać z córeczkami. Ale starsza córka wie, że tata wyjeżdża na mecz, na zgrupowanie i że jak wróci, to z nawiązką ten czas rozłąki odrobimy. Nam z żoną ta rozłąka przychodzi nieco łatwiej, bo tak żyjemy od lat i zdążyliśmy się do tej sytuacji przyzwyczaić.

A twój przepis na długowieczność w sporcie wiąże się z rodziną? Mimo 36 lat wciąż w futsalu jesteś na bramkarskim szczycie…

– Kiedyś dostałem wielki komplement od jednej z mam ucznia. Spotkała nas podczas spaceru na Starym Rynku w Poznaniu i powiedziała: „Ale pan ma młodą żonę, wygląda jak dziewczyna z liceum!” A żona jest w moim wieku. Śmieję się, że to chyba żona napędza tę naszą młodość. Zastanawiam się czy na tę długowieczność wpływu nie ma też to, że nie jem mięsa. Od dziecka jestem wegetarianinem. Powód był prozaiczny: po prostu nigdy nie lubiłem mięsa! Przestałem je jeść w wieku 2-3 lat. Kiedyś miałem straszne problemy, żeby to mięso czymś smacznym zastąpić. Teraz jest wiele możliwości. Ostatnio zacząłem czytać o tym, jak dbać o tę planetę, jak na niej człowiek funkcjonuje, ale też na temat biologii i funkcjonowania człowieka. Zacząłem się zastanawiać czy ten brak mięsa w diecie nie miał czasem wpływu na to, że czuję się dobrze. Jestem na etapie rozwikłania tej sprawy.

Rodzina, szkoła, klub kadra. Co mnie w tej naszej rozmowie trochę zaskoczyło, to to, że chyba sporo czytasz. Jak znajdujesz jeszcze czas na książki?

– Powiem ci szczerze, że uwielbiam książki! Szczególnie ciekawe biografie, ale i tematyczne. Czytam wciąż w autobusie. Ale teraz z braku czasu przerzuciłem się na audiobooki. Słucham ich, gdy jadę na trening, gdy z niego wracam, albo jak jadę na mecz. Wtedy zwykle jestem kierowcą. Słucham ich też jak biegam, spaceruję. I co ciekawe, nie słucham muzyki. Wolę wiedzę i informacje. Książki to taki mój mały konik.