W piłkarskiej kadrze Polski mamy nowego zawodnika. Już w listopadzie debiutu doczeka się zbierający doskonałe recenzje w Premier League Matti Cash, który dopiero co dostał polski paszport.

Michał Bondyra
Wielki orędownikiem obecności Mattiego Casha w polskiej kadrze narodowej jest portugalski trener biało-czerwonych Paulo Sousa. – Sousa nie spotykałby się z piłkarzem, gdyby nie widział w nim jakości. Trener mocno zabiegał o to, żeby miał Casha do dyspozycji, bo widzi, że ten jest realnym wzmocnieniem polskiej kadry przed barażami o udział w mistrzostwach świata w Katarze – uważa Dawid Dobrasz, szef sportu w Głosie Wielkopolskim.
Najlepszy w zespole
Zanim więc zajmiemy się aspektem etycznym tej sytuacji, spójrzmy o jakiego formatu zawodniku mówimy. Matti Cash jest wychowankiem Nottingham Forest. W tym klubie na poziomie Championship (druga liga w Anglii, uważana jest nawet za silniejszą od wielu innych lig europejskich) rozegrał 141 spotkań strzelając w nich 13 goli i mając 15 asyst. A warto dodać, że mówimy o piłkarzu, który występuje na pozycji prawego obrońcy lub wahadłowego czyli skrzyżowaniu obrońcy i skrzydłowego. Świetną grą na zapleczu najlepszej ligi świata (a za taką uważana jest angielska ekstraklasa) zapracował na transfer do Aston Villi. Już sama suma odstępnego w kwocie prawie 16 milionów euro robi wrażenie. Od tamtego czasu Matti rozegrał blisko 40 spotkań, strzelił gola i zaliczył parę asyst na najwyższym ligowym poziomie. I choć Villa do potentatów na miarę Manchesteru City, Liverpoolu czy Chelsea nie należy to „nowy” Polak jest notorycznie uznawany za jednego z najlepszych w swoim zespole. Dość powiedzieć, że na portalu transfermarkt.pl zajmującym się ceną rynkową graczy, wartość Casha od września ubiegłego roku wzrosła o 6 milionów euro.
Świetny, ale za słaby
Skoro jest tak dobry, to dlaczego nie gra dla Anglii zapytacie? Krótko, acz złośliwie odpowiedział na to pytanie w Kanale Sportowym jeden z jego współwłaścicieli Tomasz Smokowski: „Jest pięć powodów dlaczego Cash interesuje się reprezentacją Polski. Nazywają się Walker, Alexander –Arnold, Wan Bissaka, James i Trippier”. I trzeba się tu zgodzić, bo wymienione nazwiska, to gracze, których trener angielskiej kadry Gareth Southgate regularnie powołuje. To też gracze którzy grają nominalnie na pozycji Casha. Bo nikt inny na świecie na pozycji prawego obrońcy nie ma tak wielkiego kłopotu bogactwa jak Anglia. Cash zapytany czy wybrałby grę dla Anglii, gdyby dostał w tej sprawie telefon od trenera synów Albionu odpowiedział „No, way”. No właśnie czy faktycznie? Dawid Dobrasz, który był początkowo sceptyczny względem pomysłu na grę Casha z orzełkiem na piersi, mówi, że zdanie zmienił, ma jednak kilka „ale”. – Tym pierwszym „ale” jest to, że akces gry w kadrze zgłosił manager Casha. Poza tym Cash sam przyznał, że nikt się z nim w sprawie gry dla Anglii nie kontaktował i być może duże ego piłkarskie przyspieszyło decyzję o tym, by pokazać, że Southgate był w błędzie – mówi szef sportu w Głosie. Były prezes PZPN Zbigniew Boniek w Kanale Sportowym podał też pod wątpliwość czyste intencje Casha wytykając mu, że nie umie się porozumieć nawet w sposób komunikatywny po polsku, a o grze w kadrze przypomniał sobie w wieku 25 lat. Czy faktycznie jest to casus kolejnego „farbowanego lisa”, których w kadrze na polskim Euro 2012 za kadencji Franciszka Smudy mieliśmy zatrzęsienie?
„Farbowane lisy”
Zanim odpowiem na to pytanie winny jestem wyjaśnienie. „Farbowane lisy” to termin ukuty w celu określenia graczy, którzy piłkarsko wychowali się w innych krajach, a związków z Polską – czytaj szansy na grze w kadrze biało-czerwonych – szukali dopiero, gdy okazało się, że nie mają szans, by zagrać dla wymarzonej kadry. Tak było choćby z „Niemcami” Eugenem Polańskim, który nawet deklarował, że chętnie zagra dla Niemiec, tak było też z Sebastianem Boenischem, który też był na kadrę zachodnich sąsiadów za słaby. Było też tak z naszą „kolonią francuską” zatem Damianem Perquisem i Ludoviciem Obraniakiem, którzy po epizodach w młodzieżowej reprezentacji Francji i fiasku z powołaniem do dorosłej kadry Trójkolorowych przypomnieli sobie nagle o polskich dziadkach. Wymienieni piłkarze stali się potem synonimem klęski biało-czerwonych na Euro. Przypomnijmy, że na polsko-ukraińskiej imprezie nasze orły pod batutą Franciszka Smudy zajęły ostatnie miejsce w grupie z Grecją, Rosją i Czechami. Czy Cash to nie ten sam przypadek?
Mocne korzenie
– Sytuacja Casha jest inna. – mówi Dawid Dobrasz. – Matti ma dużo bliższe pokrewieństwo, bo przecież Polakami są nie tylko jego dziadkowie od strony mamy, ale i sama matka – pani Barbara Tomaszewska. Poza tym, jego jakość czysto piłkarska jest nieporównywalnie wyższa – dodaje szef sportu w Głosie Wielkopolskim. Faktycznie, spoglądając na historię rodziny Mateusza Gotówki (tak przecież moglibyśmy mówić o nowym-starym Polaku) możemy powiedzieć, że bardziej polskich korzeni mieć, by nie mógł. Oddajmy głos pani Barbarze, która mówi o tym w wywiadzie dla portalu PZPN „Łączy nas piłka” w rozmowie z Filipem Adamusem: „Mój tata urodził się w Polsce, w miejscowości Krakowice. Gdy był dzieckiem i miał cztery lata, cała jego rodzina – ze względu na pracę ojca, czyli mojego dziadka, w strukturach polskiej policji – została w trakcie drugiej wojny światowej zesłana na Syberię. Po wojnie wszyscy przenieśli się do południowej Afryki, gdzie żyli przez sześć lat. Następnie trafili do Anglii. Tutaj ojciec poznał moją matkę, też Polkę, urodzoną w Brańsku. Do Anglii przeniosła się w 1964 roku. Niedługo potem wzięli ślub. (…) Wychowywaliśmy się wśród Polaków w Ealing w zachodnim Londynie, a tam polska społeczność była wtedy naprawdę duża.” Dlaczego zatem Matti czy raczej Mateusz po polsku umie tylko „dzień dobry” i kilka innych zwrotów? Tego nie wiadomo. Jedno jest pewne, że choć pani Barbara jest Polką, to czasem także jej brakuje słów w ojczystym języku.
Nauczy się, zaśpiewa i dogra
Mateusz Gotówka (pozwólcie, że tak czasem będę mówił o Cashu) jeszcze na spotkaniu w polskiej ambasadzie w Londynie przy okazji spotkania organizowanego przez PZPN dla młodych piłkarzy i piłkarek urodzonych w Anglii i Irlandii, ale mających polskie korzenie bardzo entuzjastycznie wypowiadał się o grze z polskich barwach. Mówił wprost, że byłby to dla niego zaszczyt. Argument, że o związkach z Polską przypomniał sobie dopiero niedawno obala zagraniczny skaut PZPN. Maciej Chorążyk powiedział, że sam Cash kilka lat temu wypełnił specjalny wniosek na portalu polskaut.pl, w którym dają o sobie znać piłkarskie talenty urodzone poza krajem ojczystym. Zbigniew Boniek przyznawał w Kanale Sportowym, że trzy lata temu sam dostał sygnał z otoczenia Casha, ale odpowiadał, że jeśli będzie paszport, to będzie jakikolwiek temat do dyskusji. Zresztą były prezes PZPN jest nieprzejednany względem tego, by reprezentanci Polski umieli język ojczysty w stopniu komunikatywny. Trudno się temu dziwić, ale sam Cash deklaruje, że jeżyka uczyć zamierza się od mamy, a polskiego hymnu też się nauczy. Te słowa potwierdza zresztą sama pani Barbara. Zawodnik Villi dostał ostatnio powołanie od trenera Sousy, co oznacza, że w meczach z Adnorą i Węgrami powinien wybiec z orzełkiem na piersi. Pewnie jeszcze Mazurka Dąbrowskiego przed meczem nie zaintonuje, ale być może kilka piłek w punkt do Roberta Lewandowskiego wrzuci. – Dla Casha kadra jest bardzo ważna, poprosił nawet PZPN by na mecz z Węgrami w Warszawie jego rodzina dostała osiem biletów – dopowiada Dawid Dobrasz. Po potwierdzeniu obywatelstwa przez wojewodę mazowieckiego Konstantego Radziwiłła, które było wynikiem zabiegów dyplomatycznych na linii prezes PZPN-prezydent RP Cash podziękował po polsku na komunikatorze Twitter: „Dziękuję, Panie Prezydencie. To zaszczyt i niezwykle ważna chwila dla mnie i mojej rodziny. Na boisku dam siebie wszystko. Do boju, Polsko!” Nam wypada liczyć, że dotrzyma słowa.
Michał Bondyra